Jerzy Kosałka (Galeria U Kosałki)

Moje pierwsze spotkanie z Ruską miało miejsce w 1980 roku. Wtedy jeszcze jako student Państwowej Wyższej Szkoły Plastycznej, odwiedziłem Galerię X, prowadzoną przez Zbigniewa Makarewicza w klatce 46c na III piętrze. 

Odbył się tam jego wykład o sztuce wrocławskiej. Wtedy dowiedziałem się od mistrza awangardy (tak go wtedy traktowałem), że we Wrocławiu istnieją tylko dwie osoby godne miana artysty; Get Stankiewicz (za „Tablicę Ku Czci Prostych Działań”) i Barbara Kozłowska (żona Makarewicza). Reszta się nie liczy. Pamiętam, że ta teza wywołała burzliwą dyskusję licznie przybyłych artystów, co na mnie, jako na studencie, zrobiło mocne wrażenie.

Wtedy, wychodząc ze spotkania, przypadkowo odwiedziłem mieszczący się piętro niżej (tam, gdzie jest w tej chwili Galeria U Kosałki) zakład oprawy obrazów prowadzony przez pana Ludomira Domańskiego, nie przypuszczając, że za parę lat będę działał w tym lokalu. 

Kolejnym wspomnieniem jest moja wizyta również w latach 80., w zakładzie produkującym neony (między innymi te, które w tej chwili wróciły na podwórko). Mieścił się on też w klatce 46c, na IV piętrze. Wtedy, jako początkujący artysta konceptualny, wymyśliłem obiekt z neonowym napisem, ale niestety koszty produkcji nie były w moim zasięgu. 

Wróciłem na Ruską dopiero w 2015 roku, wynajmując od miasta lokal 46c/105 i zakładając tam Galerię U Kosałki.

Fot. Archiwum Jerzego Kosałki