Maciej Masztalski (Teatr Ad Spectatores)

W 2015 roku postanowiliśmy zrealizować na Ruskiej nietypowy pod względem inscenizacyjnym spektakl. Rzecz miała się odbyć w wynajmowanym przez nas strychu, w bramie 46C. Były to czasy przed windą. Stał jedynie nieczynny szyb, a perspektywy działających wind były nikłe. Były to czasy przed remontem klatek schodowych. Żadnych czujek przeciwdymowych, ładnych tabliczek. Jednym słowem barbaria. 

Spektakl miał mieć dość ciekawą formę teatralną. Przestrzeń gry została zapożyczona z podłych dzielnic Paryża, gdzie królowała rozpusta, a spragniony wrażeń odbiorca przez małą szparkę miał możliwość studiowania kobiecego ciała. Oczywiście nagiego. Przybytki te były nazywane peepshow’ami. Taki też tytuł nosił nasz spektakl. 

Podczas gorącego lipca 2015 roku wnieśliśmy na szóste piętro (tam mieści się nasza siedziba), 48 płyt regipsowych, 100 kg stalowej konstrukcji stanowiącej szkielet scenografii oraz kilka belek burgundowego pluszu. Jako, że wind wtedy nie było, a jedno piętro w poniemieckiej kamienicy odpowiada dwóm ze zwykłego bloku, trening siłowy mieliśmy zapewniony. 

Przez kolejne dwa tygodnie trwały prace budowlane, aż w końcu naszym oczom ukazała się prostokątna scena z czerwoną podłogą, otoczona dwudziestoma kabinami. Każda z wykutą małą szparką do podglądania. 

Oczywiście spektakl okazał się komercyjnym hitem. „Peepshow” nie schodził z afisza przez kilka sezonów. Trochę się o nim gadało na mieście. Jak to zwykle bywa, plotki dotarły do władz gminnych i wyszło na to, że Teatr Ad Spectatores dorabia na nierządzie. Przymknięto jednak na to oko. Chyba dlatego, że każdy wie, iż przemysł porno odpowiada za 30 procent globalnego rozwoju. Pozostałe 30 to wojsko, a kolejne 40 dzieli się równo na przemysł i uczelnie wyższe. Jak ktoś nie wierzy, niech sprawdzi skąd się wzięły płatności online. 

Peepshow, Archiwum Teatru Ad Spectatores