Magdalena Gołda (Otwarte Pracownie Plastyczne im. Eugeniusza Gepperta)
Ruska 46 jest jednym z tych miejsc, w których czuję się po prostu bezpiecznie.
Spędzam tutaj naprawdę dużo czasu, przede wszystkim dlatego, że pracuję w tej przestrzeni. Prowadzę zajęcia, organizuję warsztaty i wydarzenia, angażuję się w różne działania. Poznaję ludzi, tworzę, uczę się i właściwie cały czas coś się tutaj dzieje.
Przez te kilka lat Ruska stała się dla mnie czymś więcej niż miejscem pracy – przychodzę tutaj również wtedy, kiedy wcale nie muszę, tak dla fanu.
Jako osoba queerowa szczególnie doceniam to, że nie muszę się tutaj „pilnować”. Czy mogę kogoś przytulić. Czy mogę złapać ukochaną osobę za rękę. Czy mogę okazać jej czułość.
Jedno z moich najważniejszych wspomnień związanych z Ruską bardzo dobrze pokazuje, co to miejsce dla mnie znaczy.
To była jedna z pierwszych randek z dziewczyną, która dziś jest moją partnerką. Chciałam pokazać jej kawałek mojego świata, więc zabrałam ją na Ruską.
Poszłyśmy do Surowca. Siedziałyśmy długo, rozmawiając, sącząc jakieś napoje i patrząc na neony. Miałyśmy sobie bardzo dużo do powiedzenia. Ja miedzy innymi opowiadałam jej o tym miejscu, o pracowniach, ludziach i wszystkim, co się tutaj dzieje.
Kiedy nadszedł czas, żeby odprowadzić ją na pociąg, jeszcze przez chwilę nie chciałam jej wypuszczać. Zatrzymałyśmy się w bramie Ruskiej 46. Pocałowałam ją, bo wiedziałam, że tutaj mi „wolno” – że nie muszę się bać spojrzeń, komentarzy ani tego, że ktoś uzna naszą czułość za coś niewłaściwego.
Pamiętam stres i ogromną ekscytację. To był przecież dopiero początek naszej relacji, więc wszystko było jeszcze nowe i trochę niepewne.
Ale dzięki temu miejscu nie rozglądałam się, czy ktoś patrzy, nie zastanawiałam się, czy wypada. Nie czułam potrzeby, żeby odsunąć się od niej, kiedy ktoś przechodził obok.
Po prostu pocałowałam dziewczynę, która mi się podobała.
I czułam się bezpiecznie.
