Mariusz Mikołajek (pracownia malarska)
Opowieść o wystawie, która nie doszła do skutku.
Teraz mamy 2026 rok. Mija siedemnasty rok, odkąd jestem tutaj, w pracowni na Ruskiej 46.
To miejsce jest niesłychane. Ma fantastyczny klimat, dużo światła i ogromne możliwości pracy twórczej. Samo miejsce robi na ludziach takie wrażenie, że kiedy przyjeżdżają zobaczyć moje obrazy, często wychodzą z jednym z nich.
I właśnie tutejsze światło i okna stały się początkiem jednej z historii w moim malarstwie. W 2015 roku namalowałem pierwszy obraz inspirowany oknami pracowni, które – jeszcze przed remontem – miały więcej podziałów i krzyżowych form. Tak rozpoczął się cykl Windows.
Jako dziecko świat poznawałem przez okno domu rodzinnego, a nie przez okna elektroniczne, których wtedy nie było. Chciałem opowiedzieć o przejściu od rzeczywistości do ekranów, ale też o pamięci i własnej drodze życiowej.
Sfotografowałem okna i zacząłem malować sceny z nimi w tle. Najpierw powstawały obrazy na papierze, później na płótnie i jeansie, którego często używam. W sumie powstało około sześćdziesięciu–siedemdziesięciu prac.
W trakcie ich powstawania pomyślałem o wystawie. Pod koniec 2016 roku zaproponowałem ją Muzeum Współczesnemu Wrocław. Chciałem pokazać ją w bunkrze – przestrzeni bez okien. Zależało mi na konfrontacji obrazów wyrastających ze światła i widoku przez okno z miejscem zamkniętym, pozbawionym widoku na zewnątrz. Miała to być opowieść o osaczeniu, w którym żyjemy.
Dostałem ponad dwa lata na przygotowania. Wystawa miała szczegółowy scenariusz i została pomyślana specjalnie dla tej przestrzeni. Oprócz obrazów planowałem wideo i przestrzenne formy. Osiem miesięcy przed otwarciem, kiedy byłem już mniej więcej w osiemdziesięciu procentach gotowy, dostałem wiadomość, że wystawy nie będzie.
Cykl jednak dalej żył. Powstawały kolejne obrazy. Jeden z ostatnich stał się puentą całego cyklu. Nazwałem go „Ostatnia wieczerza. Niespokojne nogi”.
Pamiętam, jak siedziałem tutaj, w pracowni, i zastanawiałem się, co położyć przed sylwetkami ludzi. Na białych talerzach pojawiło się „słowo” zapisane po hebrajsku oraz wizerunki ikon popkultury – ludzkie podobizny zaczerpnięte z internetu.
Zrobiłem to wbrew własnym zasadom. Nigdy wcześniej nie robiłem kolaży. Dla mnie malarstwo to farba, faktura, linia, walka o formę i kształt. A tutaj nagle wprasowuję w obraz fotografie.
Ten obraz przenosi historię Windows z rzeczywistego okna do okna internetowego – świata, w którym oglądamy innych, odrzucamy własną twarz i zaczynamy się do nich upodabniać. A jednocześnie nie ma w nim farsy. Jest zaproszeniem każdej osoby do stołu.
Choć wystawa nigdy nie odbyła się w zaplanowanym kształcie, Windows znalazło inne miejsca i formy prezentacji. Wybrane obrazy pokazywałem między innymi w Poznaniu, Kłodzku i Galerii Białej w Nowej Hucie, gdzie zaprezentowałem dwadzieścia prac z tego cyklu. Reprodukcje obrazów znalazły się również w albumie Mariusz Mikołajek. Malarstwo jako źródło pod redakcją Gabrieli Międlar, wydanym przez Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu oraz Ośrodek „Pamięć i Przyszłość” – Centrum Historii Zajezdnia.
A wszystko zaczęło się tutaj – od światła i okien pracowni na Ruskiej 46.

