Paweł Tracz (Galeria Kanał)

Jeden dzień z życia Kanału.

3 września 2025

W żywicielu  (Galeria U Kosałki) wernisaż wystawy „Galateria – lament nad zmianami klimatycznymi”. Nati Krawtz i Barbara Szymczak zadają trudne pytania:

Czy uda nam się stopić polarne lody? Czy damy radę to wszystko pożreć i przetrawić? Co się wtedy stanie – utoniemy, zamarzniemy? Klimat się ociepla, lodowce topnieją, a ludzkość nadal beztrosko myśli o nadchodzących wakacjach i lodach…

Tydzień przed wystawą jestem na szczycie turbiny wiatrowej. A myślę: czy uda mi się wejść do Kanału. 

Kolejne pytanie które się pojawia: Jak połączyć wejście do studzienki kanalizacyjnej z tematem wystawy – w końcu Galeria Kanał jest podziemnym pasożytem na UKOSIE i wypadało zrobić jakąś akcję.

Te pytania zacząłem sobie zadawać na tydzień przed planowanym otwarciem. Siedziałem sobie na szczycie 120 m turbiny wiatrowej gdzieś pośrodku Szwecji, po horyzont tylko lasy i jeziora. Koledzy robią inspekcje w łopacie a ja czuwam by nic im się nie stało i myślę. 

Żeby wejść do studzienki będę potrzebował kombinezonu OP1 wojsk chemicznych, by nie dopuścić do kontaktu mojego ciała ze ściekami. (Szybko znajduję taki na OLX, jest całkiem tani, to go bierę). No dobra, teraz motyw i dopełnienie szopki. A więc wejdę do studzienki ściekowej w stroju przeciwchemicznym z maską przeciwgazową pomalowaną na czerwono, która nie dość, że ochroni mnie przed smrodem wyłaniającym się z głębi, to jeszcze będzie podkreślała postapokaliptyczny klimat ogólnego zepsucia i żądzy krwi. Na plecach mam wolne miejsce na przekaz nadprogowy więc namaluję napis „NIE MA PRZYSZŁOŚCI” – gruby konkretny przekaz wizji (a właściwie jej braku), która rysuje się przed naszymi oczami za sprawą wojen, zmian klimatu i rozwoju technologii – to im da do myślenia. 

Parę dni wcześniej znalazłem w lumpeksie tyranozaura rexa na baterie, który ryczy i przebiera nogami, krocząc dumnie po świecie, który niebawem przestanie istnieć – pasuje. By podkreślić, że już wyginął, tak jak my w przyszłości, maluję go na biało. Kombinezon, dinozaur – to jeszcze mało, więc przydadzą się spłaszczone kamienie które można znaleźć na wybrzeżu – symbol trwałości i niezmienności. 11 kamieni, na każdym z nich literka „P R Z Y S Z Ł O Ś Ć”, wyryta frezarką. Więc jest nadzieja albo po prostu wiadomość dla przyszłych pokoleń. Plan jest, jest uzasadnienie, rekwizyty są, pozostaje już tylko czekać na ten dzień…

Oficjalne otwarcie za nami Kosałka zaprasza publiczność z Galerii na bruk podwórka. Już zdążyłem poustawiać dookoła kratki kanalizacyjnej kamienie, dinozaur stoi na swoim miejscu a ja przebieram się w swój strój. Kosałka zapowiada nazwę akcji, która ma stanowić komentarz do tego, co przed chwilą działo się na pięterku: 

A teraz będzie: Ludzik w Kanale. 

Otwieram studzienkę wkładam pierwszą nogę do kanału – pobitego szkła nie wyczuwam, uf. Wkładam drugą. Wzburzony szlam zaczyna wydzielać okrutny zapach zgnilizny. Czuję go doskonale, ponieważ nie założyłem filtrów. Próbuję wśliznąć się jak najgłębiej, wykorzystując moje umiejętności szambonura (grotołaza), ale kanał nie jest z gumy, a ja tym bardziej. Parę minut walczę z oporem materii, ale nadaremno. Moje barki i głowa pozostają nad brukiem – co za porażka. Ale przynajmniej próbowałem i już wiem: nie da się wejść do kanału. 

Dzięki mnie i wy teraz wiecie, jak wybuchnie wojna lub świat się będzie kończył…. Nie wchodźcie do Kanału. Takie rzeczy są możliwe tylko w filmach lub w przedwojennej Warszawie.

Więc przechodząc koło Kanału, niech każdy pomyśli: tam był człowiek, starał się, a i tak z tego nic nie wyszło

Ludzik w Kanale Fot. Archiwum Pawła Tracza