Piotr Butkiewicz (pracownia malarska)
W 1992 roku skończyliśmy studia i zaczęliśmy szukać pracowni. Moja żona przypadkiem dostała klucze do pewnego lokalu.
Nie wiedzieliśmy jeszcze, co to za miejsce, ale na kluczach znajdował się dokładny adres, więc postanowiliśmy tam pójść. Okazało się, że trafiliśmy na gigantyczne, 150-metrowe wnętrze, całe pomalowane na żółto.
Wcześniej mieściła się tu siedziba konserwatywnej partii, która w 1989 roku nie przekroczyła progu wyborczego i wkrótce upadła. Lokal przez około trzy lata stał pusty, a właściwie już wcześniej nie był stale użytkowany. Pani urzędniczka, która była wtedy w ciąży, załatwiła nam umowę w ciągu zaledwie trzech tygodni.
Jak wyglądało wtedy podwórko? Niemal połowę jego przestrzeni, na całej długości, zajmowała pracownia neonów. W magazynach przechowywano rurki oraz różnego rodzaju elementy konstrukcyjne, a w piwnicach odbywała się produkcja.
Mieliśmy kapitalnych sąsiadów. Był pan Ukleja, który prowadził pracownię konserwacji mebli „Akant” i ogromny sklep. W miejscu, gdzie dziś mieści się ArtBrut, znajdowały się wówczas wejścia z obu stron.
Był też pan Domański, który zajmował się oprawą obrazów. Dziś prowadzi pracownię na Chrobrego. To człowiek, który kontynuował tradycję lwowską i przekazywał ją swoim uczniom. Teraz jest już chyba na emeryturze.
Mimo że każdy z nas zajmował się czymś innym, łączyły nas dobre sąsiedzkie relacje. Wokół było mnóstwo interesujących ludzi.
